To był chyba najszybszy plener ślubny, jaki zdarzyło mi się wykonać. Bo czasami tak się zdarza, że nie czujemy się dobrze przed obiektywem, że nie do końca widzimy sens, że to tylko „przykry obowiązek poślubny”, który ma być szybki i zapomniany. Koniec końców, wiecie co? Okazuje się, że nawet jeśli się nie do końca chciało, to aparat bardzo nas lubi. I z tego lubienia powstają modelowe zdjęcia. Marlenę i Kubę mój obiektyw pokochał, a w połączeniu z zachodzącym słońcem i Górami Pieprzowymi – stworzyliśmy magię na całe życie. 🙂

Zapraszamy do polubienia Backstagestudio na Facebooku:

Możliwość komentowania jest wyłączona.